Font Size

SCREEN

Profile

Menu Style

Cpanel

Rozmowa o Filatelistyce z Robertem Puchałą

Filatelistyka to pasja, która ukazuje swoje piękno wraz ze wzrostem zaangażowania filatelisty. W rozpoczętym przed kilkoma miesiącami cyklu "Rozmowy o filatelistyce" prezentujemy wywiady z osobami, reprezentującymi różne środowiska, powiązane z szeroko pojętą filatelistyką.
Kolejnym rozmówcą w cyklu „Rozmowy o filatelistyce” jest Pan Robert Puchała, znany filatelista, autor licznych publikacji, wystawca, aukcjoner.

Czy może Pan powiedzieć nam czym dla Pana jest filatelistyka, kiedy i jak został Pan filatelistą?
Filatelistyka to po prostu część mojego życia. Odkąd pamiętam zawsze zbierałem znaczki. Oczywiście poważne zbieranie znaczków zacząłem dopiero na studiach, chociaż już w szkole podstawowej starałem się wymieniać modne wówczas kolorowe wydania emiratów arabskich na klasyczne znaczki wydań XIX wiecznych, przeważnie mocno uszkodzone i zapewne bez większej wartości. Przez lata wiele wolnego czasu i podróży poświęcałem w poszukiwaniu i zdobywaniu pożądanych przeze mnie okazów. Od ponad 15 lat prowadzę też aukcję, więc jest to też część mojego życia zawodowego.

Zajmując się przez lata filatelistyką zapewne przeszedł Pan drogę, w której wykrystalizowały się Pańskie zainteresowania. Czy może powiedzieć nam Pan jak to wyglądało w Pańskim przypadku?
Jak z innymi obszarami zbieractwa, filatelistyka obejmuje tyle obszarów tematycznych, nie wspominając o ilości samych walorów, co naturalnie prowadzi do zawężenia pola zainteresowań, a często do specjalizacji. Ukierunkowanie swoich zainteresowań jest najczęściej dziełem przypadku. Przypadkowo coś nabywamy lub dziedziczymy i postanawiamy rozbudowywać i uzupełniać kolekcję. Często kierunek zainteresowań wybieramy łącząc go z nasza profesją, miejscem zamieszkania lub innymi naszymi zainteresowaniami, które łączymy z filatelistyką. W moim przypadku począwszy od szkolnego zbierania, poprzez kompletowanie zbioru polskich znaczków, trochę przez przypadek zafascynowałem się wydaniami przedrukowymi 1918-19, w szczególności wydaniem krakowskim. Możliwość badania tych znaczków i samodzielna ekspertyza skierowały moje zainteresowania ku temu wydaniu. Szczególnie fascynował mnie fakt, że wiedza na temat tego wydania pochodziła z badań opartych w dużej mierze na samych znaczkach i ocalałych całościach pocztowych. Badanie i poszukiwanie to jest moja główna motywacja w kolekcjonerstwie.

Co Pańskim zdaniem może przyciągnąć dzisiaj ludzi do filatelistyki?
Filatelistyka jest kolekcjonerstwem dla każdego, na każdą kieszeń, z dowolnym pomysłem na zbierane, ale nigdy nie będzie zainteresowaniem masowym. Czasy, kiedy była masowym hobby, w pewnej mierze organizowanej, należą do przeszłości. Myślę, że z czasem przy filatelistyce pozostali prawdziwi zbieracze i pasjonaci, oraz po prostu miłośnicy znaczków pocztowych, czasami tylko ograniczający się do wykupywania abonamentu i innych nowych wydawnictw pocztowych. Na pewno warto promować filatelistykę wśród młodzieży, ponieważ ludzie chętnie wracają do swoich zainteresowań i pasji nawet, jeśli przez lata nie mieli na to czasu. Podstawą jednak jest żyłka kolekcjonerstwa – chęć gromadzenia, poszukiwania, analizowania, podziwiania. Obserwuję grupę osób, które do filatelistyki trafiły przez swoje zainteresowania historyczne często związane z określonymi wydarzeniami, interesującymi ich życiorysami, historią organizacji lub miejscowości, często związane z lokalnym patriotyzmem.

Robert Puchała w towarzystwie dr. Jima Mazepy i Roberta Ogrodnika prezydent Polonusa (w środku)
źródło: http://www.zgpzf.pl/news.php?readmore=2109&ni=0

Jest Pan autorem publikacji poświęconych filatelistyce. Jak z tej perspektywy ocenia Pan czytelnictwo filatelistyczne w Polsce? Dość powszechna jest opinia, że spada liczba czytelników periodyków filatelistycznych. Czy podziela Pan pogląd, że obecna sytuacja w zakresie czytelnictwa jest zła, a może uważa Pan odwrotnie, bo przecież mimo, że spadają nakłady periodyków ukazuje się szereg bardzo specjalizowanych monografii istotnie wzbogacających specjalistyczną wiedzę?
Spadająca liczba i nakłady periodyków, świadczą o słabej kondycji czytelnictwa filatelistycznego. Podstawowym powodem jest spadająca liczba zbieraczy i specjalizacja. Wiele osób dowiedziawszy się dopiero o konkretnej interesującej ich publikacji usiłuje nabyć pojedynczy numer czasopisma lub pozyskać jego kopię. Wielu zbieraczy nie prenumeruje już miesięczników, ponieważ rzadko znajdują konkretnie ich interesujące artykuły lub opracowania, co niestety też zacieśnia horyzonty ogólnej wiedzy filatelistycznej.
Większość opracować, wyników badań, czasami nawet, mongrafii poświęconych polskiej filatelistyce jest niezwykle rozproszona. Były one publikowane latami, często w odcinkach w prasie filatelistyczne. Pozostają one nie skatalogowane i nie zdygitalizowane, co bardzo utrudnia dotarcie do informacji. Z tego powodu ciężko jest „wygooglować” wiedzę na temat polskiej filatelistyki z internetu. Wpisując szukane określenia i ich kombinację najczęściej trafiamy na strony aukcji internetowych i tam oferowanych walorów z krótkimi opisami.
Ostatnimi laty pojawiło się sporo specjalizowanych monografii, często na bardzo wysokim poziomie nie tylko merytorycznym, ale i edytorskim. Powstały one dzięki ambicjom i najczęściej własnym nakładem ich autorów, za co cześć im i chwała.
Brak jest natomiast inicjatywy PZF lub Akademii dla odświeżenia monografii Polskich Znaków Pocztowych. Rolę tą przejął częściowo katalog Fischera i podręczniki Panów A. Kielbasa-Schoeni i S. Fołty. Pomimo tych cennych wydawnictw uważam, że odświeżenie Polskich Znaków Pocztowych, we współpracy z ekspertami i zbieraczami powinno być ważnym zadaniem dla PZF lub Akademii.

Jako wystawca osiągnął Pan szereg sukcesów. Jest Pan właścicielem chyba najbardziej „pociągającego” eksponatu w polskiej filatelistyce – poświęconego wydaniu krakowskiemu. Niemalże od momentu wydania znaczki „krakowskie” cieszyły się dużym zainteresowaniem filatelistów, już w najstarszych polskich katalogach należały do najdroższych. Proszę nam powiedzieć, dlaczego właśnie koncentruje się Pan na tym wydaniu?
Znaczki krakowskie, podobnie jak inne wydania przedrukowe z tego okresu są niezwykle wdzięczne do zbierania. Każda pozycja w arkuszu jest charakterystyczna, co umożliwia z czasem i posiadanym materiałem porównawczym samodzielne ustalanie autentyczności znaczka. Również czas ich obiegu przypadł na ciekawy okres formowania się Poczty Polskiej. Znaczki te od momentu wydania budziły duże emocje i pożądanie. Natychmiast powstały liczne fałszerstwa i naśladownictwa. Dla specjalistów jest to gratka, wyłowienie i zdobycie rzadkich pozycji, często wyszukanych w niewielkich zbiorach lub zapasach kupieckich.
Moja przygoda z wydaniem krakowskim zaczęła się na studiach. Pierwsze zakupione znaczki i samodzielne ekspertyzy na podstawie pożyczonych Polskich Znakach Pocztowych sprawiły, że postanowiłem zbierać w tamtym czasie praktycznie wyłącznie znaczki tego wydania. Nie mając początkowo nadziei na skompletowanie choćby podstawowego kompletu znaczków, zainteresowałem się głównie określaniem pozycji znaczków z poszczególnych form przedrukowych, platingiem poszczególnych form na możliwie najtańszych znaczkach. Dzięki kilku szczęśliwym zakupom i artykułom Pana Tislowitza szybko zainteresowałem się też obiegiem pocztowym. Moja droga do dzisiejszego zbioru wiodła przez poszukiwanie, zakupy i wymiany przede wszystkim na zagranicznych aukcjach.

Co sądzi Pan o roli Internetu i zaawansowanych technologii informatycznych w filatelistyce? Jak widzi Pan tę kwestię z zakresie:
- popularyzacji filatelistyki?

Internet staje się podstawowym „nośnikiem” filatelistyki. Dotyczy to wszystkich innych dziedzin życia, a to znaczy, że filatelistyka również się rozwija, a przede wszystkim globalizuje. Bez internetu filatelistyka by szybko zamarła. Tempo życia nieustannie wzrasta i mało czasu pozostaje na przeglądanie drukowanych katalogów, odwiedzanie nielicznych już z tego powodu giełd filatelistycznych, wypraw na poszczególne aukcje i odwiedzanie coraz mniej licznych sklepów. Dostęp przez internet do globalnej oferty, wyszukiwarki, licytacja on-line, a przede wszystkim globalny kontakt między zbieraczami sprawia, że zbieranie nabiera większych niż kiedyś możliwości.
- łatwości wytwarzania fałszywych walorów?
Dzięki najnowszej technice łatwość fałszowania znacząco wzrosła. Internet, gdzie oglądamy tylko obrazek sprawia, że łatwo jest oferować prawie anonimowo fałszerstwa. Całe grono oszustów zasypuje internet fałszywym materiałem zachowując pozory braku wiedzy o charakterze oferowanych walorów. Ciężko jednak ubolewać nad kimś, kto kupuje te „rarytasy” kierowany często skrajną naiwnością, ale najczęściej po prostu bezmyślnym łowieniem okazji. Jeśli ktoś kupuje kolejną przysłowiową „10-cio koronówkę” za 50 zł, to jest raczej jego problem.
Aukcje internetowe jak ebay i allegro są po prostu zaśmiecone fałszerstwami i przypadkowym, najczęściej bezwartościowym materiałem. Ale taki jest internet, morze wiadomości prawdziwych i fałszywych, ważnych i nieważnych. Zbieranie dzisiaj to w dużej mierze umiejętność wyszukiwania, przesiewania i lokalizowania, poruszania się w nowym świecie. Kiedy na aukcjach pojawia się rzeczywiście ciekawy i cenny walor, okazuje się, że zbieracze potrafią to dobrze wychwycić, ocenić i odbywają się prawdziwe licytacje. Tak więc nie ma co ubolewać i dramatyzować, trzeba się dostosować i doskonalić. Oczywiście trzeba potępiać i ganić wszelkie formy oszustwa, ale nasza wolność i globalizacja niestety ma swoją cenę.

Musze oczywiście zapytać o aukcje. Od szeregu lat organizuje Pan aukcje i wszystko odbywa się w Internecie. Rozumiem, że to medium doskonale sprawdza się. Ma Pan zapewne sporo spostrzeżeń wynikających z tego. Czy obserwuje Pan takie procesy jak
- wyprzedaże zbiorów?

Zbiory zawsze przechodziły z rąk do rąk. Często są parcelowane, ale bywa, że nabywcy je dalej rozbudowują albo integrują ze swoimi własnymi. Sprzedaż aukcyjna sprawia, że podział zbioru lub wręcz detaliczne jego rozparcelowanie, ułatwiają sprzedaż i z reguły zapewnia uzyskanie sumarycznie wyższej ceny.
- koncentracje lepszych walorów w rękach wąskiej grupy filatelistów?
Lepsze walory z definicji są rzadsze lub rzadkie, ich ilość jest ograniczona, a co za tym idzie znajdą się u nielicznych, nie koniecznie najzamożniejszych, choć w tym zakresie nie jest to bez znaczenia. Walorów rzadkich, unikalnych i wyjątkowych jest wystarczająco dużo, zależnie od zainteresowań i specjalizacji. Tak, więc każdy ma szansę je zdobyć, nie koniecznie wielkim nakładem środków. Oczywiście te katalogowane, klasyczne drogie pozycje trafiają z czasem do największych i najzamożniejszych zbiorów.
- skupowanie lepszych walorów przez osoby lokujące kapitał?
Oczywiście jest grupa osób lokujących kapitał w znaczkach pocztowych lub zbiorach. Najczęściej są to inwestorzy lokujące pieniądze w różnych koszykach, w tym i filatelistycznym. Czy była to trafna inwestycja zależy od tego czy kupili właściwy materiał, czy kupili w atrakcyjnej cenie, i czy na koniec sprzedali we właściwym momencie.
Każdy zbieracz oczywiście zawsze rozważa zakup pod kątem wydanych pieniędzy. Czy ma szanse je odzyskać w przyszłości, czy i na ile podnosi to wartość lub atrakcyjność jego zbioru w chwili jego ewentualnej sprzedaży. Dotyczy to oczywiście większych wydatków, które są oczywiście różne indywidualnie w zależności od zasobności. Oczywiście często górę bierze chęć posiadania danego waloru, co prowadzi często do mniej racjonalnych decyzji, w szczególności przy licytacjach na żywo.

- a może systematyczny spadek zainteresowania nabywaniem walorów?
Na pewno spada sprzedaż walorów popularnych, masowych, nowości. Osiągane ceny odzwierciedlają poziom naszej zamożności i pewnego optymizmu. Światowe perturbacje na rynkach kapitałowych, globalna spekulacja sprawiły pewną wstrzemięźliwość w zakupach i dysponowanych na to środkach. Z drugiej strony pojawili się nowi kupcy dywersyfikujący swoje inwestycje, oraz zbieracze korzystający z możliwość okazyjnego zakupu.

Robert Puchała otrzymuje nagrodę za złoty eksponat wyrózniony w czasie wystawy Chicagopex 2015 z rąk Davida Wenzelmana, Awards Chairman of Chicagopex
źródło: http://www.zgpzf.pl/news.php?readmore=2109&ni=0

Jako filatelista koncentruje się Pan na okresie przedwojennym. Czy współczesna filatelistyka interesuje Pana? Jak Pan ocenia jakość polskich znaczków, od strony projektowej i technicznej? Co sądzi Pan o polityce Poczty Polskiej w zakresie emisji znaczków?
Nowości nie zbieram i nie poświęcam im wielkiej uwagi. Jednak w mojej ocenie polskie znaczki, szczególnie wydań okolicznościowych, stoją na bardzo wysokim poziomie artystycznym i chętnie się je ogląda i używa. Może trochę za dużo polityki historycznej w najnowszych emisjach, a przede wszystkim drenażu kieszeni poprzez wydawanie mini arkusików i niezliczonych bloczków. No ale to też jest filatelistyka.

Czy słysząc informacje, że w niektórych krajach zaczyna odchodzić się od stosowania znaczków pocztowych nie masz obaw, że coś nieuchronnie odchodzi w przeszłość?
Moment, w którym przestaniemy używać znaczków jest zagrożeniem dla filatelistyki. Może w konsekwencji ograniczyć tą formę zainteresowania i kolekcjonerstwa, i sprawić, że jeszcze bardziej się zawęzi i wyspecjalizuje. Ponieważ wysyłam dużo listów wartościowych, paczkowych i tym podobnych, ubolewam, że nie ma możliwości opłacania ich znaczkami, szczególnie, że wysyłam je w większości do filatelistów. A zawsze cieszy widok ładnych znaczków na otrzymanej kopercie.

Dziękuję za rozmowę.

Jesteś tutaj: START | WYWIADY | Rozmowa o Filatelistyce z Robertem Puchałą