Internetowe Koło Filatelistów informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie przez nas cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki.

 

Font Size

SCREEN

Profile

Menu Style

Cpanel

Związkowi na ratunek, ale kto?

Z zainteresowaniem przeczytałem w czerwcowym Filateliście raport-apel trójki Kolegów pod tytułem "Zmiany w Związku, czyli Związkowi na ratunek". Przedstawili Oni szerokiemu gronu czytelników naszego pisma, statystykę stanu osobowego Związku, sygnalizując również problemy z finansowaniem. Z faktami się nie polemizuje, a te pokazane wyglądają rzeczywiście dramatycznie. Zgadzam się w całej rozciągłości z apelem autorów, że chowanie głowy w piasek nie jest najlepszym rozwiązaniem i coś z tym trzeba zrobić. Bo jeśli nie, to w niedalekiej przyszłości  trzeba będzie „wyprowadzić sztandar”.

Ze swej strony chciałbym odpowiedzieć na ten apel o dyskusję, chociaż z racji bardzo krótkiego stażu w Związku (dopiero dwa lata choć filatelistyką pasjonuję się od wieków) mój głos nie jest reprezentatywny. Zgadzam się z przedstawionymi propozycjami zmierzającymi do odchudzenia związkowej biurokracji. To oczywiście absurd, aby większość związkowych środków była wydawana na przetrwanie, pseudo działania zamiast na to co jest rzeczywiście nam potrzebne, czyli edukacja filatelistyczna. Jestem zwolennikiem szerokiej autonomii kół i klubów, które mogłyby być podpięte bezpośrednio pod Zarząd Główny, lub poprzez kilka dużych struktur regionalnych, w zależności od potrzeb i zdolności działania. W dobie internetu całość spraw administracyjnych daje się prowadzić tą drogą, przy wykorzystaniu poczty. Taka struktura oznaczałaby konieczność stworzenia sprawnego sekretariatu przy centrali i w regionach i tyle. Daje też możliwość skutecznego działania nawet przy dużym rozproszeniu członków, co w dzisiejszej dobie jest faktem.

W tekście Kolegów widzę też (a może mi się tylko wydaje) propozycję odejścia od ulg w związkowych składkach. Jest to zdecydowanie kierunek który popieram. Skoro 70% członków płaci składkę zniżkową to oznacza, że 30% jest po prostu dyskryminowanych. Jesteśmy organizacją dobrowolnie zrzeszających się ludzi, którzy chcą doskonalić swoje hobby na równych prawach. Chcemy żeby do organizacji wstępowali nowi członkowie, ale na starcie od razu traktujemy ich gorzej (zakładam, że raczej niewielu emerytów jest wśród nowo wstępujących). Filatelistyka, co wszyscy wiemy, wymaga zaangażowania finansowego. Pełna roczna składka niewiele przekracza kwartalny abonament polskich znaczków kasowanych, więc nawet dla niezbyt zamożnych filatelistów wydaje się osiągalna. Innymi słowy, chcesz być filatelistą nie tylko z nazwy, zainwestuj drobną część poświęcanych środków w rozwój filatelistyki. Nie podoba mi się natomiast różnicowanie składki w zależności od programu koła. Tą część zostawiłbym do decyzji członkom koła, którzy przez dodatkowe wpłaty, odpisy 1% lub pozyskiwanie dofinansowania z zewnątrz mogliby zwiększać swój i tylko swój potencjał finansowy.

W sytuacji niedoborów środków, dziwi mnie obawa Zarządu przed podniesieniem składki. Jak piszą Koledzy „każda próba podniesienia składki budzi gwałtowny sprzeciw wielu filatelistów”. No i cóż z tego, Zarząd zgodnie ze statutem ma prawo ją zmienić i powinien jeśli nie chce być grabarzem całej organizacji. Rozumiem, że stoi za tym obawa kolejnej fali odejść. Śmiem twierdzić, że dotyczyć to będzie głównie statystów więc aktywność Związku wcale na tym nie ucierpi. Czy wyobrażam sobie Związek liczący 1000-1200 członków? Oczywiście że tak, to przecież około 20% obecnego stanu. Wiemy to z doświadczenia, aż tylu przecież nie działa aktywnie. Może to jest jedyny sposób aby w sposób naturalny odchudzić związkową biurokrację rozsianą po okręgach.

Na koniec chcę jeszcze włożyć kij w mrowisko i zszargać świętość czyli pracę z młodzieżą. Od kilkudziesięciu lat trwa dyskusja jak przyciągać młode pokolenie do filatelistyki i jak nieskutecznie Związek to robi. Potwierdzają to statystyki członkostwa w całej rozciągłości. Czas więc z tym skończyć, przestać tracić energię i środki Związku. Sądzę że w filatelistyce zdecydowanie częściej mamy do czynienia z kontynuacją pokoleniową, przysłowiowym przekazywaniem zainteresowania z ojca na syna, niż ze zdobywaniem nowych adeptów przez działalność kół młodzieżowych. Minęły już dawno czasy, gdy wszystkie organizacje były zobowiązane do realizowania jedynej słusznej drogi w tym m.in. prowadzenia działalności wychowawczej wśród młodzieży. Bądźmy egoistami i działajmy w imię swoich interesów. Budowaniem szerokiego kręgu odbiorców abonamentu zainteresowana jest Poczta Polska, zostawmy więc jej ten obszar. Młodzież tak, ale na równych prawach, w ramach zwykłych kół, a dzieci zostawmy rodzicom. Uważam, że poważna filatelistyka to obszar dla dorosłych choćby z racji kosztów które są nieodzowne. Nie da się zbudować sensownego zbioru ani eksponatu na zasadzie  wymiany, zdobytego z korespondencji materiału filatelistycznego . Można zbierać znaczki od dziecka, ale do filatelistyki trzeba dojrzeć. Skupmy się więc na problemach najistotniejszych, rozwoju dziedziny kolekcjonerstwa budując jej atrakcyjność, a zostawmy tematy poboczne, bo już nie ten czas i pieniędzy nie starcza.

A teraz już zupełnie na koniec wracam ponownie do apelu trzech Kolegów. Jestem nieco zdezorientowany, bo patrząc na pozycje trójki autorów w naszej strukturze związkowej widzę: wiceprezesa Zarządu Głównego, członka Zarządu Głównego przewodniczącego Kolegium Statutowego ZG oraz prezesa Zarządu Okręgu Wielkopolskiego. Panowie jesteście w samym centrum decyzyjnym i inicjatywnym, a we wspomnianym artykule skarżycie się na marazm i wołacie o aktywność i wsparcie. Jak to rozumieć? Czy oznacza to walkę frakcyjną na szczytach związkowej władzy, czy wyalienowanie Zarządu Głównego, który tak jak w większości kół pozostał bez wsparcia tyłów. Piszecie: „Mamy w naszych szeregach działaczy którzy chętnie uczestniczą w krytykowaniu różnych inicjatyw i rozwiązań”. Pytanie więc do kogo skierowany jest Wasz apel? Czy szukacie poparcia wśród mas, przeciwko średniemu szczeblowi zarządzania, który blokuje zmiany. Stawiacie diagnozę zestarzenia się środowiska, pisząc że „wiek bezpośrednio determinuje wiele działań”. Tak konserwatywne podejście decydentów wiedzie Związek po równi pochyłej. Wydaje się, że jest tylko jedno wyjście z takiej sytuacji, przygotować propozycję reform i przedstawić ją wraz z przedłożeniem o wotum zaufania, bo samym nawoływaniem do akcji nic się nie zrobi. Nie macie bowiem racji pisząc o żelaznym elektoracie, on nie jest stały, ponieważ jest wypisywany przez prawa naturalne w tempie proporcjonalnym do średniego wieku członka.

Jesteś tutaj: START | DYSKUSJE O ZWIĄZKU | Związkowi na ratunek, ale kto?